Newsletter
Ostatnio dodane aktualności
22.02.2012
Seminarium na temat wsparcia doradczego i finansowego MSP - Warszawa, 29.02.2012
21.02.2012
Agencja Rozwoju Przemysłu na rzecz rozwiązań energooszczędnych
20.02.2012
Wyniki konkursu dla doświadczonych naukowców ogłoszonego 15.06.2011 r.
17.02.2012
Forbes: Wydobycie gazu łupkowego nie zaszkodzi środowisku
16.02.2012
Dotacje: Bezpłatne szkolenie dla wnioskodawców działania 8.2 POIG
Najnowsze ogłoszenia
23.02.2012
Do rozwoju działającej firmy produkcyjnej
22.02.2012
22.02.2012
Internetowy sklep z Bielizną BIANTI.PL - od 2006r.
22.02.2012
22.02.2012
Nieruchomości komercyjne: działka w Kałuszynie
22.02.2012
Franchising z Wolewygodniej.pl
22.02.2012
Lokal na biura, handel lub usługi
22.02.2012
Współudział w realizacji inwestycyjnej
22.02.2012
Projekt deweloperski - Karpacz
22.02.2012
Inwestycje w Innowacje prezentuje profesjonalny Katalog firm i instytucji. Dążymy do tego żeby lista była pełna i przydatna użytkownikom.
Artykuły
Historie dotacyjne: Mam książeczkę na półeczkę
Wyświetlono: 1006 razy.
Źródło zdjęć:
www.chytrosc.pl
Kilka miesięcy temu opublikowany artykuł „Czarne owce w branży doradczej” wzbudził duże zainteresowanie z mojej strony. Tematyka procesu pozyskiwania dotacji unijnych (tematu niewątpliwie „na topie” w ostatnich latach) zaczęła mnie intrygować coraz bardziej. Zainspirowany lekturą napisaną z dużą dawką humoru (zabarwioną niezbyt dużą i niezbyt małą dawką czarnego humoru), dokładnie prześledziłem wszelkie możliwe fora opisujące ekstremalne przykłady. Cykl moich artykułów stanowi efekt wnikliwych obserwacji. Prezentacje z nieco odmiennego punktu widzenia dedykuję wszystkim przedsiębiorcom, którym „nie poszło”:
Niepowodzeniem w uzyskaniu środków unijnych często obarcza się firmy doradcze. Przypadki opisane w artykule „Czarne owce w branży doradczej” nie pozostawiają cienia wątpliwości, co do tej hipotezy. Z drugiej strony, w przypadku solidnych firm, które w przygotowanie dokumentacji poświęcają wiele energii (często ślęcząc po nocach) często nie jest to już tak jednoznaczne. Zainspirowany tematem, postanowiłem przebadać, co jeszcze może stanąć na drodze przedsiębiorcom do wzięcia określanych popularnie „darmowych pieniędzy”. W tym celu przeprowadziłem kilka wywiadów z firmami, którym nie powiodło się. Okazało się, że wina bywa również udziałem pracowników instytucji odpowiedzialnych za dystrybucję funduszy, poprzez ustalanie nie zawsze jasnych i zmieniających się jak w kalejdoskopie warunków udzielania pomocy, jak również (w ekstremalnych przypadkach) brak dobrej woli do spełniania swojej powinności. Oddaję jednak głos przedsiębiorcom, których starania nie zostały docenione:
Witold K., prezes firmy informatycznej: Od prawie dwudziestu lat zajmuję się wykonywaniem i wdrażaniem systemów informatycznych. Jest to niełatwy biznes, wymagający stałego kontaktu z klientami, ale nie żałuję, że porzuciłem swój wyuczony fach (czyli medycynę) na rzecz informatyki. Jako założyciel i pomysłodawca firmy, kierując się ustaloną wizją, prowadzę nieustanną pracę nad jakością oferty oraz rozwijaniem produktu o nowe funkcjonalności, których zadaniem jest ułatwienie zarządzania przedsiębiorstwami. W efekcie z niekłamaną satysfakcją mogę stwierdzić, że jestem jednym z liderów producentów oprogramowania ERP w całej Polsce.
W toku opracowywania dedykowanych rozwiązań dla przedsiębiorstw odkryłem kilka rewolucyjnych rozwiązań. Ze względu na ich nowatorstwo, szczegóły wolałbym jednak pozostawić dla siebie – wiadomo, konkurencja nie śpi (śmiech). Odkrycie podsunęło mi śmiały pomysł – jeśli dzięki mojej pracy moi klienci zarabiają krocie, to czemu ja nie miałbym spróbować. Aby nie oferować „mydła i powidła”, założyłem celową firmę pod to śmiałe przedsięwzięcie. Zanim rozpocząłem prace rozejrzałem się również, czy nie dałoby się oszczędzić kosztów, które okazały się niemałe.
Akurat traf chciał, że nadarzyła się okazja w postaci konkursu pod dotacje. Niewiele się zastanawiając, pracowicie sporządziłem biznes plan oraz wypełniłem wniosek. Złożywszy w odpowiedniej instytucji, oczekiwałem na wyniki. Rzeczywistość okazała się rozczarowaniem. Projekt został potraktowany jako utworzenie e-sklepu, który nie podlegał dofinansowaniu. Na nic zdały się tłumaczenia, na czym polega specyfika projektu. Widocznie ktoś albo niedokładnie doczytał, w czym rzecz, albo wręcz nie chciał przeczytać. Wiele zwrotów, mimo, że były one napisane językiem fachowym, nie budziło wątpliwości. Niestety, mój pomysł został niedoceniony.
Przeanalizowawszy ewentualne mankamenty oraz zarzuty otrzymane z instytucji, poprawiłem wątpliwe pola. Rzeczywiście, kilka niedociągnięć mogło się znaleźć. Interpretacja instytucji wybiegała zbyt daleko (trochę na zasadzie „aby odrzucić i nie mieć kłopotów”), ale uznałem, że nie warto się wykłócać. Wniosek został złożony drugi raz, pół roku później. Wydawało mi się, że tym razem nie ma mowy o porażce. Pomyliłem się jednak srogo. RIF uznał, że firma nie ma szans na utrzymanie i zbankrutuje w ciągu dwóch-trzech lat. W efekcie próba uzyskania dotacji skończyła się napisaniem drugiej książeczki, z której nic nie wynikało.
Biznes udało się jednak rozkręcić. Dzięki kontaktom, nawiązanym w ciągu lat współpracy z różnymi firmami z branży, szybko pozyskałem i dostawców i odbiorców, a wyniki finansowe za ten rok sprawiły, że jestem zadowolony. Szkoda, że moja wizja została niedoceniona przez odpowiednie instytucje. Mimo wszystko, projekt zrealizowałem we własnym zakresie. Ponieważ nikt mi nie dał ani złotówki, musiałem zrezygnować z niektórych usprawnień, wprowadzę je później. System spisuje się bez zarzutu, a po planowanej rozbudowie raz na zawsze odmieni oblicze rynku. Mogę powiedzieć tylko jedno – będzie ciekawie!
Zbigniew P., prezes fundacji: swoje życie poświęciłem sportom motorowym. Dwadzieścia lat temu byłem, nie chwaląc się zbytnio, jednym z najlepszych „profesorów motocykla” w Polsce. Wychodząc z założenia, że „sport to zdrowie”, kontynuowałem ten wątek w swojej karierze. Poza prowadzeniem działalności trenerskiej, zacząłem angażować się w inicjatywy społeczne. Ich wyrazem była aktywna współpraca z sektorem organizacji pozarządowych (NGO), które zajmowały się wspieraniem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, a także szeroko rozumianymi formami aktywizacji gospodarczej regionu oraz działalności charytatywnej. W pierwszych latach XXI wieku założyłem również fundację, która uzyskała status organizacji pożytku publicznego.
Jako zwolennik działań gospodarczych zachowujących zgodność z szeroko rozumianą ekologią, a także propagandysta wykorzystania w jak największym stopniu odnawialnych źródeł energii, ze szczególną pasją podejmuję się również inicjatyw ochrony przyrody. Temat w ostatnich latach był bardzo „na czasie”, więc mimo dość podeszłego wieku postanowiłem zainteresować się tym zagadnieniem. Ciekawym wydarzeniem był konkurs na ochronę środowiska w województwie G. Postanowiwszy spróbować, znalazłem gminę planującą wdrożenie tzw. OZE, podpisałem umowę, ustaliłem szczegóły i postanowiłem złożyć wniosek. Zobaczywszy jednak wymogi dotyczące dokumentacji, aż się przeżegnałem. Bez firmy doradczej zwyczajnie nie obyłoby się. Znalazłem jednak również solidną firmę, która podjęła się wyzwania. Dokumentacja aż puchła w oczach. Studium wykonalności, załączniki itp. itd. Łącznie zebrało się tego kilkaset stron. Pilnowano skrupulatnie wszelkich szczegółów, aby nie było pomyłek, śrubowano kryteria, aby było jak najwięcej punktów.
Ocena projektu okazała się niestety niesprawiedliwa. Ciągle czepiano się o jakieś bzdury. A to brakowało tego, a to tamtego, a to miałem wiedzieć co będzie za dwa lata i gwarantować, że tak będzie. I tak w kółko, do znudzenia. Wymagano rzeczy wręcz niemożliwych. Pół biedy ze mną, ale co mieli do tego ludzie, którzy mieli skorzystać na realizacji inwestycji. Ot tak sobie męczono o różne rzeczy kilkaset osób jednocześnie. W dodatku nie przejmowano się wypadkami losowymi – choroba, wyjazd, czy jakakolwiek inna niedyspozycja nie stanowiła żadnego usprawiedliwienia.
Co najgorsze, na etapie późniejszej oceny zakwestionowano również kwestię, która była jasno i wyraźnie napisana. Po złożeniu odwołania, instytucja przyznała się do błędu i przyznała ocenę pozytywna, która mogła dać projektowi szanse na uzyskanie środków. Co z tego jednak, skoro budżet został już rozdysponowany? Wpisano projekt jako pierwszy na liście rezerwowej, ale szanse na powodzenie będzie miał tylko i wyłącznie wtedy, jeśli komuś się nie powiedzie, zrezygnuje itp. Niby nie jest to niemożliwe, tylko kto mając przyznane pieniądze zrezygnowałby z nich? Nie życzę nikomu źle, z tymże takie zagranie było nie fair. Popełniono ewidentny „faul”, na którym straciła nie tylko fundacja, lecz przede wszystkim cała gmina. Łącznie kilkaset osób ucierpiało na pomyłce w ocenie i niedoczytaniu jednej osoby. A tego w żaden sposób wybaczyć nie można.
Autor: Dominik Chytry, www.InwestycjewInnowacje.pl
Komentarze:
Tofik 23.09.2011 09:21
Najpierw ni z gruchy niż pietruchy wprowadzili przepis, że o dotację mogą ubiegać się tylko nowe firmy, działające krócej niż rok. Potem na 3-4 dni przed terminem składania wniosków okazało się, że ten zapis uchylono. Ile firm w międzyczasie porezygnowało, to aż głowa boli. A ile firm doradczych musiało obejść się smakiem - też trudno policzyć. To dopiero wyszła z tego biblioteka...
Łukasz 16.09.2011 09:10
Nie pamiętam za bardzo - co tam się działo?
Piotr_A 06.09.2011 09:16
Tofik 03.09.2011 09:05
A pamięta ktoś może co działo się w Mazowieckim w zeszłym roku? Regulamin i zasady przyznawania kasy zmieniały się jak w kalejdoskopie, a poza tym jeszcze na tydzień przed ostatecznym terminem nie było wiadomo co i jak. Normalnie paranoja...



